twórczy bałagan
Przemyślenia

Artystyczny nieład czy ascetyczny porządek?

Mój kolega z działu ostatnio zabrał się za porządki na biurku. Pomijam fakt, że kolega jest uporządkowany z natury. Jak coś zaczyna to kończy. Nie znosi długich, niekończących się projektów. Nie lubi odkładać na później i nawet nielubiane czynności wykonuje dokładnie i z zaangażowaniem. Być może  dlatego, żeby je mieć jak najszybciej za sobą. Niemniej jednak jego porządki natchnęły mnie do zrobienia podobnych u siebie. Od słowa do słowa, od żartu do żartu zaczęła się dyskusja na temat twórczego chaosu i tego, co bardziej sprzyja kreatywności – artystyczny nieład czy ascetyczny porządek.

Osobiście uważam, że artystyczny nieład i lekki rozgardiasz bardziej sprzyja twórczej pracy. Jednak po chwili rozmowy z moim artystycznym kolegą (jest bardzo zdolnym grafikiem) doszłam do wniosku, że chyba nie dla każdego. Postanowiłam więc zgłębić temat i moje przypuszczenia się potwierdziły. Zarówno co do tego, ze twórczy nieład sprzyja kreatywności jak i co do tego, że każdy ma swój własny styl pracy i preferencje „porządkowe” i jednemu lepiej się pracuje, kiedy wszystko ma pod ręką a drugiemu wręcz przeciwnie: kiedy na biurku nie leży nic, co mogłoby go rozpraszać.

Einstein mawiał: „Jeżeli zabałaganione biurko jest oznaką zabałaganionego umysłu, oznaką czego jest puste biurko?”

To w końcu porządek czy nieład?

Sama jestem nieco chaotyczna, często robię kilka rzeczy na raz i lubię mieć wszystko pod ręką. Nie lubię za to brudu, kurzu i bibelotów, które nie są do niczego potrzebne. Jako zwolenniczka minimalizmu uważam, że należy się pozbywać niepotrzebnych przedmiotów bez zbędnych sentymentów. Dlatego też bliska mi jest idea porządkowania przestrzeni wokół siebie i regularnego pozbywania się niepotrzebnych rzeczy. Kiedy rzeczy zaczynają przejmować nad nami kontrolę i jest ich po prostu za dużo, czujemy się przytłoczeni, bezradni, zmęczeni i bez energii. Wszystko idzie nam wolniej i z większym oporem. Tracimy entuzjazm i radość. Czasem wpadamy w poczucie beznadziei i mamy coraz mniejszą ochotę na próbowanie nowego.

Co nam daje dbanie o porządek?

Panujesz nad sytuacją i nad własnym  życiem

Zrobienie porządku przywraca nam poczucie panowania nad sytuacją i własnym życiem. Kiedy oczyścimy przestrzeń wokół siebie robi się jaśniej, przyjemniej i pojawiają się nowe możliwości. Chce nam się spróbować czegoś innego, mamy energię i chęć do eksperymentów. Mamy wreszcie szansę zrealizować swoje dawno odkładane plany, więcej w nas zapału i pozytywnego nastawienia.

Czy więc idealny porządek jest receptą na szczęście? Może nie aż tak dosłownie, ale utrzymywanie swojej przestrzeni w ryzach jest dla nas sygnałem, że to my mamy wpływ na własne życie. Wiemy, że umiemy o siebie zadbać, robimy przestrzeń na to, co dla nas ważne a nie na to, co było ważne kiedyś, a teraz tylko niepotrzebnie trzyma nas w przeszłości.

Recepta na poprawę humoru

Uporządkowanie przestrzeni wokół siebie zwyczajnie poprawia humor. Ja np. uwielbiam ten moment kiedy artystyczny nieład ustępuje miejsca ascetycznemu niemal porządkowi. Wszystko znika ze stołu. Nie ma już na nim moich notesów, kolorowych długopisów i miliona karteczek. Lądują na swoim miejscu a stół jest gotowy na dowolną aranżację – przyjęcie znajomych, postawienie kawy i ciasta czy rozłożenie planszówki. Ba! Nawet jakby to miało być rozłożenie z powrotem laptopa i tysiąca kolorowych notesów to i tak mam z tego frajdę 🙂

A co z moją tendencją do utrzymywania artystycznego nieładu na co dzień i wprowadzania lekkiej dozy chaosu we wszystko co robię?

Czy nieład może być twórczy?

Myślę, że kluczem jest tutaj różnica pomiędzy nieładem a bałaganem. Nieład to dla mnie tysiąc notatek z których akurat korzystam, pięć tysięcy flamastrów, których używam do zakreślania ważnych myśli, trzy notesy każdy z inną kolorową zakładką, kubek kawy i dwie szminki, każda o innym smaku (nigdy nie wiadomo, na jaką będę miała właśnie ochotę). Bałagan natomiast to ogryzki po jabłku, skórka z banana, talerzyk z kanapkami ze śniadania i sto notesów zupełnie niepotrzebnych i nie związanych z tematem, nad którym własnie pracuję. Leżą, bo leżą. Bo nikomu się nie chce ich sprzątnąć, bo a nuż się za jakiś czas przydadzą…

Podobnie z przedmiotami domowymi, ubraniami, butami i przedmiotami w kuchni. Mogę mieć w szafie nieład, bo lubię widzieć, jakie mam możliwości jeśli chodzi o kompozycje (z butami włącznie) ale wiem, że te ubrania wiszą spokojnie, są czyste i gotowe do użycia. Bałagan jest wtedy, kiedy wszystkie ubrania piętrzą się na stosie, są pomięte i zmiksowane do tego stopnia, że połowy z nich nawet nie widać spod góry innych. Do tego buty, letnie pomieszane z zimowymi i w dodatku nie zawsze czyste. To jest bałagan. To nigdy nie jest twórcze. To wpędza w złość i przygnębienie. Powoduje frustrację i bezsilność. Temu stanowi mówimy stanowcze NIE.

Równowaga zawsze najlepsza

A jeśli chcemy już rozstrzygnąć – nieład czy porządek, to dla mnie odpowiedź jest tylko jedna: równowaga. Ani skrajny nieład wymykający nam się spod kontroli, ani skrajne zamiłowanie do porządku, które nie pozwala nam spokojnie wypić kawy, bo wszędzie widzimy okruszek albo smugę nie służą nam i nie są dla nas dobre. Wszystko powinno być dla nas naturalne i sprawiać, że czujemy się dobrze. Po prostu.

Jedni będą się czuli świetnie nie mając na wierzchu totalnie nic, a inni poczują się swobodnie dopiero wtedy kiedy będą otoczeni przedmiotami, służącymi im do pracy nad „bardzo ważną misją”, taką jak rozwój pasji, hobby czy projektu, któremu aktualnie poświęcają czas.

Jak zatem zadbać o dobrą przestrzeń wokół siebie?

  • Porządkować swoją przestrzeń regularnie. Małymi kroczkami, systematycznie pozbywać się zakończony projektów, odkładać dokumenty/przedmioty na miejsce, na właściwą półkę, do segregatora, do szuflady.
  • Jeśli tylko można coś wyrzucić, zrobić to. Im mniej przedmiotów, tym lepiej się pracuje i tym łatwiej utrzymać porządek.
  • Planować zawsze czas po zakończeniu pracy na małe porządki. Dzięki temu następnego dnia zaczniemy z dobrą energią.
  • Raz na jakiś czas robić przegląd dokumentów, ubrań, butów, kuchni itd… i robić grubsze porządki polegające na pozbywaniu się niepotrzebnych lub zniszczonych rzeczy.

Satysfakcja po takich porządkach gwarantowana. Miejsce na nowe też. A na co dzień niewielki twórczy nieporządek jest jak najbardziej dozwolony. Ważne, żeby mieć nad nim kontrolę.

%d bloggers like this: