Przemyślenia

Lekkość, dwa słowa o balansowaniu

Lubię lekkość. Jest w niej coś magicznego i ulotnego. Sama lekko stąpam po ziemi, czasem wręcz się unoszę i bujam w obłokach. Wtedy piszę tego bloga. Lekko o życiu. Ale czasem też ciężko westchnę i ruszę do działania. A czasem zastygnę i poczekam, aż wróci oddech.

Lekkość

Lekkość poranka, kiedy jeszcze wszystko może się zdarzyć. Kiedy dzień dopiero się zaczyna a słońce wpada przez odsłonięte rolety cienką stróżką.

Lekkość popołudnia, kiedy zamykasz laptopa, kończysz pracę i wiesz, że możesz wszystko. Popołudnie należy do Ciebie. Możesz iść na rower, do miasta albo poczytać książkę. Możesz wypić wino z przyjacielem i zapomnieć o bożym świecie.

Lekkość białych frezji, które sama sobie kupujesz tak po prostu, bo są piękne i bosko pachną. I wiesz, że na nie zasłużyłaś. I cieszą Cię jak nigdy.

Lekkość śmiechu dziecka, kiedy nawet nie wiesz, co go tak rozbawiło, ale czujesz, że śmieje się całym sobą. Że w tej właśnie chwili jest bezgranicznie szczęśliwe.

Lekkość własnego oddechu, kiedy zrobisz coś dobrego dla świata i czujesz po co żyjesz. Lekko unosisz się nad ziemią. Wręcz jej nie dotykasz. Płyniesz, śmiejesz się w głos i myślisz, że panujesz nad życiem. Wdech, wydech. Chwilo trwaj.

„Nieznośna lekkość bytu” – jedna z moich ulubionych książek. Napisana tak, że nie można przestać czytać dopóki się nie skończy. Choć sporo tam też ciężkości. Nawet więcej niż mniej…

Ciężkość

Ciężar na klatce piersiowej, kiedy przytłacza Cię nadmiar problemów. Kiedy nagromadzi się mnóstwo spraw i wszystkie są zbyt wielkiego kalibru. Chcesz krzyknąć: już dość! Ale nie możesz, bo oddech jest płytki a Ty czujesz, że musisz ogarnąć, musisz podołać. Bo kto jak nie Ty…

Ciężkość, kiedy po intensywnym dniu obfitującym w negatywne wydarzenia budzisz się rano i wiesz, że dziś będzie tak samo. Że jeszcze kilka spraw trzeba dokończyć, żeby znów móc lekko oddychać.

Ciężkość, kiedy uświadomisz sobie, że życie, którym żyjesz wymaga lekkiej korekty. I ta korekta może się jednak okazać nie całkiem lekka.

Ciężkość, kiedy widzisz, że świat nie jest taki jak byś chciała. Że Twoje idealistyczne podejście nie zawsze się sprawdza. Że czasem trzeba zejść na ziemię, odłożyć na bok wrażliwość i zawalczyć. Zrobić małą rewolucję. Szczególnie ciężko, jeśli wiesz, że rewolucja, zanim poczujesz lekkość przyniesie wiele ciężkich chwil i emocji.

Ciężkość, kiedy chcesz pomóc ale masz związane ręce.

Albo kiedy chcesz biec, ale coś Cię trzyma.

Kiedy czujesz lęk ale nie wiesz jak sobie z nim poradzić. Kiedy racjonalnie wiesz, że nie ma się czego bać, ale podświadomie boisz się tak, że brakuje Ci tchu.

Życie

Po prostu życie. Raz jest lekko a raz ciężko. Chyba na tym to polega. Zastanawiam się, czy to dobrze, tak żyć na huśtawce, tak wpadać w skrajności. Czy nie lepiej, żeby było po prostu zwyczajnie, stabilnie? Nie. Zdecydowanie nie.

Gdyby było tylko lekko, nikt by tej lekkości nie doceniał, wręcz byśmy się nią zmęczyli, znudzili. Człowiek zawsze dąży do tego, żeby było JAKOŚ. I nie mam na myśli, że „jakoś to będzie”. Najlepiej, żeby było super. Ale bez momentów, kiedy jest źle, nie czulibyśmy kiedy jest super.

Więc niech już będzie tak ciężko czasem. Niech będzie intensywnie, niech trzeba będzie powalczyć. W końcu i tak będzie dobrze. Zawsze w końcu jest dobrze…

Ściskam!

Lekkości i słońca na ten długi weekend życzę!

%d bloggers like this: