raj
Przemyślenia,  Relacje

O odkładaniu szczęścia na później

Wieczór po szalonym dniu. Chwila na wyhamowanie i złapanie oddechu. Nabieram dystansu do życia, do tempa wydarzeń, do siebie. Taco śpiewa: „Kiedy umrę Bóg zapyta mnie jak było w raju”. I muszę przyznać, że sama myślę, że jedyny raj, na jaki możemy liczyć, to ten tutaj, na ziemi. Nasze życie jest wszystkim co mamy. Czy dobrze go wykorzystujemy, czy raczej żyjemy „na przeczekanie”?

Myślimy sobie, że odpoczniemy po śmierci. Że skorzystamy z życia „potem”. Spełnimy wszystkie marzenia jeśli tylko/kiedy tylko… (i tu pojawia się cała lista warunków, wymówek, terminów, zależności).

Jeśli tylko…

Myślimy, że zaczniemy robić to, co naprawdę kochamy, kiedy już sobie na to zapracujemy. Kiedy zarobimy odpowiednio dużo pieniędzy. Zbudujemy odpowiednio luksusowy dom. Wychowany odpowiednio mądre dzieci. Zapewnimy im wszystkie możliwe kursy. Zawieziemy na wszystkie zajęcia dodatkowe, jakie pomieści doba. Kiedy zrobimy kolejne studia, wystarczająco dużo kursów, szkoleń. Przeczytamy wystarczająco dużo mądrych książek… Wtedy dopiero sięgniemy po nasze marzenia.

Tkwimy czasem w pracy, której nie lubimy i nie jest zgodna z naszymi wartościami, z naszym charakterem, osobowością. Marzymy, by być kimś innym. Wiemy już nawet kim. Wiemy, że istnieje dla nas lepsze miejsce. Miejsce, w którym wykorzystamy własne talenty. W którym praca będzie nas uskrzydlać i rozwijać każdego dnia. Miejsce, w którym każdy dzień przyniesie nam satysfakcję i radość, że dobrze wykorzystujemy swój potencjał. I poczucie, że jesteśmy we właściwym miejscu.

Odkładamy jednak zmianę na później. Swoją wymarzoną pracę pozostawiamy wciąż w sferze planów na przyszłość mówiąc, że jeszcze nie jesteśmy gotowi, że jeszcze musimy się wiele nauczyć, zdobyć certyfikaty, kursy, sieć znajomych z branży itp… Tkwimy trochę z wygody, trochę z przyzwyczajenia i głównie ze strachu przez zmianą w miejscu, w którym nie dajemy z siebie wszystkiego.

Czujemy, że bardzo potrzebna nam zmiana ale ciągle powtarzamy: jeszcze nie teraz. Jeszcze trzeba zrobić to i tamto… Jeszcze się trzeba przemęczyć, ale kiedyś to sobie odbijemy. Ale czy na pewno?

Czy warto czekać na coś, odkładać plany i marzenia myśląc, że niewystarczająco jeszcze na nie zasługujemy? Na pewno będą nas wtedy cieszyć? Będziemy jeszcze wtedy o tym marzyć?

Plany i marzenia też się zmieniają. Czy nie warto próbować już teraz? Przecież nie musimy być perfekt. Nie musimy odhaczyć wszystkich punktów na naszej liście, żeby zacząć cieszyć się życiem. Potem możemy już nie mieć z tego takiej radości. Może się okazać, że czekaliśmy latami na najlepszy moment, a kiedy ten moment już nadejdzie i spełni się nasze marzenie, okaże się, że nic nie czujemy.

Czas na marzenia jest właśnie teraz

Mamy więc swoją listę do zrobienia. Warunki które musimy spełnić zanim sięgniemy po realizację marzeń. Pracujemy, zarabiamy, wozimy dzieci, remontujemy i gromadzimy.

Co będzie kiedy już zrealizujemy punkty z naszej długiej listy?

Wtedy dopiero pomyślimy o sobie.

Zastanowimy się co tak naprawdę jest dla nas ważne. Będzie już co prawda późno, ale jeszcze nie za późno. Wcześniej przecież musieliśmy zrobić tyle ważnych spraw: praca, kariera, wykształcenie, sukces, dom, awans, kolejny rekord…

I wtedy okaże się, że ważne są nie te wszystkie kursy, meble, szkoły i samochody…

Ważny jest spokój wewnętrzny, poczucie spełnienia.

Ważne by robić to co się kocha i w czym się jest dobrym.

Ważna jest bliskość drugiego człowieka.

Ważna jest przyjaźń, która gdzieś nam umknęła w pogoni za karierą. Z braku czasu.

Ważna jest miłość, która nie celebrowana gdzieś się ulotniła.

Ważny jest czas dla siebie, czas na reset i odczuwanie własnych emocji.

Ważny jest prawdziwy kontakt z własnym dzieckiem i szczera rozmowa o uczuciach. Także z samym sobą.

Jak wygląda raj?

Uświadomimy sobie, że liczy się nie tyle stan konta, co raczej możliwość patrzenia na spokojną taflę jeziora. Słuchanie szumu drzew. Widok dzieciaków śmiejących się do rozpuku.

Liczy się uśmiech biegnącej wzdłuż jeziora dziewczyny, która macha do mnie ręką i pozdrawia, widząc jakie mam dziś cudowne miejsce pracy. Wymarzony, przypadkiem znaleziony stolik nad jeziorem, ławeczka wśród drzew.

Sama się zastanawiam, czy to się dzieje naprawdę. Zresztą sami zobaczcie, mój mały raj:

Życzę sobie i Wam, aby takich chwil i takich miejsc było jak najwięcej w Waszym życiu.

I motyli w brzuchu dosyć często, zdecydowanie!

Nie czekajmy na jakieś „potem”. Życie dzieje się teraz. Doskonałości nie osiągniemy, nie ma potrzeby za nią biec bez tchu. Szkoda czekać na później.

Nie odkładajmy przyjemności, marzeń czy odpoczynku. Bez tego nie będziemy szczęśliwi, nie zauważymy, że coś cudownego mija obok, i to bezpowrotnie.

Żyjmy na co dzień tak, jakby to był ostatni dzień naszego życia.

No, może trochę przesadziłam, może pojechałam frazesem, ale nie czekajmy na ten raj, kiedy możemy go mieć już teraz.

K.

%d bloggers like this: