Jak nie rezygnować z siebie
Przemyślenia

Odzyskać zachwyt nad światem

Z reguły patrzę na świat z zachwytem i wierzę w ludzi. Czasem jednak mam takie dni, że wszystko wydaje mi się czarniejsze, straszniejsze i bardziej mroczne. Świat staje się nieprzyjazny, ludzie bardziej źli niż dobrzy, teraźniejszość niepewna, a przyszłość to czarna dziura. I gdzie tu zachwyt?

Za dużo ostatnio złych wiadomości, turbulencji pogodowych, zmian klimatu i pytań o to, czy rzeczywiście zostało nam, cywilizacji tylko kilkadziesiąt lat na ziemi? Czy naprawdę tak bardzo naszą ziemię niszczymy? Dlaczego ludzie nie czują, że musimy coś zmienić? Dlaczego tak bardzo nie mamy umiaru?

Za dużo informacji o dzieciach, które nie mają w życiu lekko, którym z różnych powodów skończyło się dzieciństwo. Dlaczego ci, którzy mieli chronić, krzywdzą?

Miałam pisać o jasnych stronach życia, ale dziś jakoś nie wychodzi. Dziś dopada mnie zwątpienie. Jak nie ja… Przejdzie. Tak myślę. Pewnie już jutro. Ale dziś… dziś muszę trochę pomarudzić.

Jak osoba wysoko wrażliwa boli mnie niemal fizycznie krzywda innych ludzi. Mocno przeżywam nadmiar bodźców i złych wiadomości. Ubieram się w zbroję, ale to i tak nie pomaga. Zbroja czasem przemaka.

Skąd ten stan?

Nie lubię szaleńczego tempa i wyścigu szczurów. Nie rozumiem działania z czystej złośliwości i krzywdzenia innych dla zabawy.

Potrzebuję łagodności i dobrych uczynków. Wzrusza mnie kiedy ktoś bezinteresownie pomaga innym. Rozczula mnie patrzenie jak dorastają moje dzieci. Płaczę na rozpoczęciu i zakończeniu roku szkolnego i na szkolnych przedstawieniach. Wzrusza mnie miłość ludzi do zwierząt i zwierząt do ludzi. I bezgraniczna, niespodziewana radość.

Lubię to w sobie. Lubię czuć uczucia innych. Mam wielka satysfakcję kiedy mogę komuś pomóc, po prostu być, wysłuchać, powiedzieć, że będzie dobrze i że nie zawsze jest lekko.

Czasem jednak działa to też w drugą stronę. Kiedy nagromadzi się trochę za dużo zła wokół mnie, kończy mi się dobra energia.

Trochę więc w ramach terapii drobiazgami, zbieram tutaj sposoby, jak odzyskać zachwyt nad światem.

Co sprawia, że wszystko wraca na właściwe tory?

Przytulanie się do dzieci, długo i najlepiej z całusami.

Spacer po lipcowej łące, pełnej pachnących kwiatów i rolek skoszonej trawy.

Długie, leniwe poranki.

Dobry sen.

Zapach kawy.

Inspirująca książka.

Jazda na rowerze.

Wspólny śmiech.

Truskawki ze śmietaną i z cukrem.

Słowo „dziękuję”.

Zapach lipy.

Szum wody.

Widok tęczy.

Piątkowe plotki z przyjaciółkami.

Podróże, nawet te najkrótsze.

Więcej o tym, jak czuć się dobrze każdego dnia pisałam też tutaj.

Wakacje to dobry czas na chwilę zatrzymania i refleksji. Na zmianę nawyków i na słodkie nicnierobienie. Wprowadzenie drobnych zmian w swoim życiu. Na zastanowienie się co możemy zrobić, żeby nam się lepiej żyło i żeby poprawić jakość życia innym.

Może nie potrzebujemy codziennie jeść mięsa? Może raz w tygodniu jest ok? Czy na pewno potrzebujemy dziesiątej pary butów, które nam się rozpadną po jednym sezonie?

Małe kroki, małe rzeczy, mogą się wydawać mało znaczące. Myślę jednak, że coś przecież będą znaczyć, jeśli będzie nas więcej. I na pewno będziemy się lepiej czuć sami z sobą.

Dobrych wakacji i lekkiej głowy pełnej dobrych pomysłów.

I słodkiego nicnierobienia. W końcu jest lato. Kiedyś trzeba naładować akumulatory.

Czasem z takiego letniego lenistwa wychodzą wspaniałe rzeczy 🙂

%d bloggers like this: