Slow life
Kariera,  Przemyślenia

Slow life – życie teraźniejszością jest fajne

Założyłam tego bloga realizując jedno ze swoich marzeń. Chciałam mieć swój kawałek świata, w którym będę pisać o tym, co mi w duszy gra (a obecnie bardzo gra mi życie slow). Jeśli jeszcze znajdzie się ktoś, komu gra podobnie i na coś się to moje pisanie przyda, to już w ogóle będę szczęśliwa. 

Piszę, żeby uporządkować swoje myśli, ogarnąć rzeczywistość, odnaleźć w codzienności odrobinę magii. Pisząc czuję radość, zadowolenie, spełnienie i flow. Pisanie świetnie porządkuje mi głowę.

Czasem sobie myślę, że tyle jest świetnych pomysłów na życie. Tyle rzeczy, których można spróbować. Tyle dróg, które można przemierzyć, zanim znajdzie się swoją jedyną, najlepszą i właściwą. Mnie fascynuje właśnie to poszukiwanie, próbowanie, inspirowanie się i przyglądanie. Uwielbiam te momenty, kiedy udaje mi się na chwilę zatrzymać i dostrzec codzienność, jej wyjątkowość i ulotność.

Czym jest życie slow?

Wierzę w slow life. W życie zgodne z własnym sercem, z talentami, ze swoim rytmem dobowym i wg własnych priorytetów. Wierzę w bycie uważnym i skupionym na teraźniejszości. Tylko wtedy czujemy, że żyjemy naprawdę.

Jednocześnie tak trudno nam taką uważność osiągnąć. Najczęściej jesteśmy myślami albo w przyszłości albo w przeszłości. Rozpamiętujemy to, co się wydarzyło i rozmyślamy o tym, co mogliśmy zrobić inaczej. Planujemy to, co się może wydarzyć i nakreślamy różne (często czarne) scenariusze. To wywołuje w nas niepotrzebny stres i niepokój. Kiedy natomiast jesteśmy skupieni na tym co dzieje się właśnie teraz, czujemy, że mamy wpływ na swoje zachowanie. Możemy zareagować i coś zmienić albo spokojnie cieszyć się chwilą. Na tym między innymi polega życie slow.

Warto poszukiwać własnej drogi

Ostatnio często zastanawiam się jak to jest, że niektórzy doskonale wiedzą kim są, co chcą robić, co lubią, czego nie. Wiedzą w dzieciństwie kim zostaną w przyszłości i jak będzie wyglądało ich życie. Mają plan i jasność co do tego kim są i czego chcą. I ten plan realizują punkt po punkcie.

Inni z kolei uczą się siebie cały czas, odkrywają każdego dnia kawałek siebie, odkrywają innych ludzi, nowe relacje, i kolejny, nowy odcień życia. Codzienność ich nie raz zaskakuje, życie odkrywa swoje piękno, choć czasem i swoje mniej słoneczne oblicze. Poszukują, zachłystują się albo rozczarowują. Uczą się siebie codziennie, czasem nawet na nowo.

Jedni ciężko pracują mając w głowie swój cel. Pną się po szczeblach kariery. Kupują co kilka lat nowy samochód. Remontują dom, a wakacje spędzają zagranicą, obowiązkowo z opcją „all inclusive”.  Realizują swoje życie według planu, czasem oczywiście stają przed niejednym wyzwaniem. Wiedzą jednak jak sobie z nim poradzić i idą dalej.

Inni z kolei nieustannie próbują swoich sił w różnych obszarach. Odkrywają co im sprawia przyjemność, a z czym im nie po drodze. Czasem zmieniają kurs, czasem tkwią trochę za długo w jednym miejscu, ale zawsze uczą się czegoś o sobie. To, co ich napędza do działania i do zmiany to chęć bycia w lepszym dla siebie miejscu. Czują kiedy ich potencjał nie jest jeszcze wykorzystany, kiedy mogliby być lepszą wersją siebie. Czasem się zagubią, ale ciekawość siebie i świata pcha ich dalej. Ten opis pasuje do zawodowych ukośników (pokoleniem slashies), o których więcej pisałam tutaj.

Każdy ma swoje własne slow

Bardzo lubię nieoczywistości. Lubię odkrywać nowe ścieżki i miejsca, których nie ma w przewodnikach. Lubię się zgubić i czuć, że jestem tu i teraz, w jakimś miejscu na świecie, które przez chwilę jest tylko moje i tylko ode mnie zależy co z nim zrobię. Czy pokażę światu, czy zostawię dla siebie jako cudowne wspomnienie.

Lubię się zamyślić i oderwać od rzeczywistości. I wcale nie uważam, że zawsze trzeba pędzić, wykorzystać każdą minutę maksymalnie i dążyć do tego, by mieć coraz więcej i więcej.

Zależy czego więcej. Dla mnie ważniejsze jest, by mieć:

…Więcej czasu dla siebie i bliskich, niż więcej pieniędzy

…Więcej dobrych wspomnień i pięknych widoków, niż wygody i luksusu

…Więcej emocji niż przedmiotów

…Więcej bliskości niż ogromnej liczby znajomych

…Więcej ciszy niż hałasu

…Więcej zieleni niż betonu

…Więcej spontaniczności niż sztywnego trzymania się planu

…Więcej świeżego powietrza i słońca niż sztucznego światła i klimatyzacji

…Więcej zdrowego jedzenia niż szybkich przetworzonych przekąsek

…Więcej śmiechu niż powagi.

To takie moje własne slow life, wystarczające na dziś. Pomału, ale coraz bardziej konsekwentnie wdrażam swoje slow i zauważam, że coraz częściej czuję, że jestem we właściwym miejscu i coraz częściej łapię chwile szczęścia. A czyż nie o te właśnie chwile nam chodzi?

K.

%d bloggers like this: